Władca

Legolas

GotLink.pl

Noc miała się już bowiem ku końcowi. Na wschodzie bezchmurne niebo zaczynało blednąć. - Musimy się skryć - powiedział Pippin - żeby nas nie wypatrzyli. Niewiele nam pomoże, jeżeli ci dzielni wojacy po naszej śmierci odkryją, że nie jesteśmy orkami! - Wstał, tupnął parę razy. - Powrozy pokaleczyły mi skórę, ostre

w białawej poświacie: to krążyły czujne patrole. - Czekają przeklętnicy na wschód słońca! - mruknął jeden z wartujących przy hobbitach orków. - Dlaczego nie próbujemy przebić się zwartą kupą? Co ten Ugluk sobie myśli, chciałbym wiedzieć. - Pewnie, że byś chciał - zadrwił Ugluk wysuwając się nagle zza jego pleców. - Może

że choć nie drgnęli z miejsca, znaleźli się poza kręgiem oblężenia; nic nie zagradzało im drogi do ucieczki. - Teraz - rzekł Merry - moglibyśmy umknąć, gdybyśmy mieli nogi i ręce wolne. Niestety, nie mogę więzów ani rozsupłać, ani przegryźć. - Niepotrzebnie byś się trudził - odparł Pippin. - Chciałem właśnie powiedzieć,

strachu, lecz nie tracąc jasności umysłu zaczął się błyskawicznie zastanawiać, czy nie dałoby się chciwości Grisznaka obrócić na własny pożytek. - Nie sądzę, żebyś tym sposobem coś znalazł - szepnął. - Nie tak to łatwo. - Coś? - spytał Grisznak. Jego palce przestały błądzić po ciele Pippina, zacisnęły się mocno na jego

przypomniał hobbitom piękne twarze, śmiechy, posilne jadło, którym cieszyli się tak niedawno, za szczęśliwych dni w Lorien. Przez chwilę siedząc w ciemnościach gryźli suchary w rozmarzeniu, nie zwracając uwagi na krzyki i zgiełk pobliskiej bitwy. Pippin pierwszy ocknął się i wrócił do rzeczywistości. - Trzeba stąd wiać - rzekł. - Ale

ramieniu. - Co takiego? O czym mówisz, mój mały? Przez chwilę Pippin milczał. Potem nagle w ciemnościach dobył z gardła bulgotliwe: glum, glum. - Nic szczególnego, mój skarbie - dodał. Poczuł, jak palce Grisznaka zadrżały. - Aha! - syknął cichutko goblin. - A więc on o tym myśli! Aha! Bardzo, bardzo niebezpieczny pomysł, moi

w tym momencie brutalny kopniak powiadomił Pippina, że gwar w obozowisku ucichł i że wartownicy znów czuwają nad jeńcami. Noc była zimna i cicha. Wokół wzgórza, na którym skupili się orkowie, rozbłysły ze wszystkich stron małe, złotoczerwone w ciemnościach ogniska; tworzyły zamknięty krąg. Znajdowały się w zasięgu dobrego strzału z łuku,

kładli trupem; potem szybko wycofywali się ku swoim tak, że strzały wrogów, puszczanie na oślep, nie mogły ich dosięgnąć. Powtarzali ten manewr kilka razy, a zdarzyło się, że strzały sypnęły się też między Isengardczyków. Ork biegnący tuż przed Pippinem zachwiał się, padł i nie wstał więcej. Noc nadciągała, lecz jeźdźcy Rohanu

w białawej poświacie: to krążyły czujne patrole. - Czekają przeklętnicy na wschód słońca! - mruknął jeden z wartujących przy hobbitach orków. - Dlaczego nie próbujemy przebić się zwartą kupą? Co ten Ugluk sobie myśli, chciałbym wiedzieć. - Pewnie, że byś chciał - zadrwił Ugluk wysuwając się nagle zza jego pleców. - Może