Legolas
GotLink.plgarści. I wcale się na to nie zanosi, żebyś ją kiedykolwiek dostał. Jeśli nas zaprowadzą do Isengardu, Grisznak dostanie figę. Wszystko zabierze Saruman. Jeśli chcesz coś mieć dla siebie, teraz jest ostatnia chwila, żeby się z nami ułożyć. Grisznak zaczął tracić cierpliwość. Imię Sarumana podniecało go niemal do furii. czas upływał,
droga zdawała się wolna, ledwie jedno ognisko błyszczało wśród nocy. Po kilkunastu krokach zatrzymał się, rozejrzał, posłuchał. Nic nie wypatrzył ani nie usłyszał. Pochylony skradał się dalej. Z uchem przy ziemi, znowu nasłuchiwał chwilę. Wreszcie podniósł się i zaryzykował szyki skok naprzód. Ale w tym samym momencie tuż przed nim zamajaczyła
olbrzymich drzew uciekając przed nadchodzącym świtem. - Prowadź, mości Brandybucku, naprzód - rzekł Pippin - albo wstecz! Ostrzegano nas przed lasem Fangorn. Zresztą hobbit, który tyle wiedzy połknął, na pewno nie zapomniał również o tej przestrodze. - Nie zapomniałem - odparł Merry - lecz mimo wszystko las jest dla nas mniej groźny
zdumiony. Ale ręce mu się trzęsły. - Co bym gotów za niego dać? Jak to rozumiecie? - To - odparł Pippin dobierając starannie słów - że macaniem po ciemku niewiele wskórasz. Moglibyśmy oszczędzić ci sporo czasu i trudu. Ale musiałbyś nam przede wszystkim rozciąć więzy na nogach. Inaczej nie zrobimy nic
się w nas krew nieco rozgrzeje, nogi zechcą nas dźwigać i pomaszerujemy. Na razie, żeby nie tracić czasu, spróbujemy się czołgać. Ruszyli więc w ten sposób. Grunt był miękki, ustępliwy, co ułatwiało zadanie, lecz posuwali się niezmiernie wolno. Okrążyli z daleka ognisko rohańskiej straży i pełzli mozolnie krok za krokiem, póki
ramieniu. - Co takiego? O czym mówisz, mój mały? Przez chwilę Pippin milczał. Potem nagle w ciemnościach dobył z gardła bulgotliwe: glum, glum. - Nic szczególnego, mój skarbie - dodał. Poczuł, jak palce Grisznaka zadrżały. - Aha! - syknął cichutko goblin. - A więc on o tym myśli! Aha! Bardzo, bardzo niebezpieczny pomysł, moi
w tym momencie brutalny kopniak powiadomił Pippina, że gwar w obozowisku ucichł i że wartownicy znów czuwają nad jeńcami. Noc była zimna i cicha. Wokół wzgórza, na którym skupili się orkowie, rozbłysły ze wszystkich stron małe, złotoczerwone w ciemnościach ogniska; tworzyły zamknięty krąg. Znajdowały się w zasięgu dobrego strzału z łuku,
kładli trupem; potem szybko wycofywali się ku swoim tak, że strzały wrogów, puszczanie na oślep, nie mogły ich dosięgnąć. Powtarzali ten manewr kilka razy, a zdarzyło się, że strzały sypnęły się też między Isengardczyków. Ork biegnący tuż przed Pippinem zachwiał się, padł i nie wstał więcej. Noc nadciągała, lecz jeźdźcy Rohanu
w białawej poświacie: to krążyły czujne patrole. - Czekają przeklętnicy na wschód słońca! - mruknął jeden z wartujących przy hobbitach orków. - Dlaczego nie próbujemy przebić się zwartą kupą? Co ten Ugluk sobie myśli, chciałbym wiedzieć. - Pewnie, że byś chciał - zadrwił Ugluk wysuwając się nagle zza jego pleców. - Może