Władca

Legolas

GotLink.pl

sobie hobbitów pod pachy, brutalnie przycisnął do żeber, ciężkimi dłońmi zatkał im usta. Potem, zgięty wpół, skoczył naprzód. Szybko, cicho przebiegł aż na krawędź pagórka. Wypatrzył lukę między strażami i jak upiór pomknął w ciemność, zboczem w dół, a potem na zachód, ku rzece wypływającej z lasu. Od tej strony

sylwetka jeźdźca. Koń chrapnął i stanął dęba, człowiek krzyknął. Grisznak przypadł do ziemi, rozpłaszczył się na niej, nakrywając hobbitów własnym ciałem; potem wyciągnął szablę. Niewątpliwie był zdecydowany raczej zabić swoich jeńców niż dopuścić, by uciekli albo zostali odbici. Szabla brzęknęła z cicha i mignął w niej odblask ogniska, palącego się opodal.

ja smoła, bo księżyc skrył się po zachodniej stronie nieba za grubą warstwą chmur. Pippin na kilka stóp wokół nic nie widział. W kręgu ognisk sam pagórek pozostawał w mroku. Jeźdźcy Rohanu nie poprzestali jednak na oczekiwaniu świtu i nie pozwolili wrogom zaznać nocnego spoczynku. Nagły wrzask od wschodniego stoku

nie wiedzieć. Napijmy się wody, żeby spłukać tamto wspomnienie. - Nie tutaj - odparł Pippin. - Tu brzeg jest za wysoki. W drogę! Powędrowali z wolna, ramię przy ramieniu, wzdłuż rzeki. Za nimi niebo na wschodzie z każdą chwilą bardziej się rozjaśniało. Idąc wymieniali wspomnienia i, zwyczajem hobbitów, mówili żartobliwie o wszystkim,

kładli trupem; potem szybko wycofywali się ku swoim tak, że strzały wrogów, puszczanie na oślep, nie mogły ich dosięgnąć. Powtarzali ten manewr kilka razy, a zdarzyło się, że strzały sypnęły się też między Isengardczyków. Ork biegnący tuż przed Pippinem zachwiał się, padł i nie wstał więcej. Noc nadciągała, lecz jeźdźcy Rohanu

były jak druty; ale czuje już ciepło w nogach. Zdołam chyba pokuśtykać. A jak ty się czujesz, Merry? Merry wstał. - Tak, ja też chyba zdołam pokuśtykać. Te lembasy rzeczywiście pokrzepiają nadzwyczajnie. I dają jakąś zdrowszą siłę niż rozgrzewający trunek orków. Ciekawe, z czego oni go przyrządzają. Lepiej może nic o tym

że od dawna mam ręce wolne. Te sznury zostawiłem tylko dla niepoznaki. Najpierw jednak warto by przekąsić trochę lembasa. Zsunął z napięstków więzy i wyciągnął z kieszeni paczuszkę. Suchary były pokruszone, lecz dobrze zachowane w opakowaniu z liści. Zjedli po dwa lembasy z trzech, które każdy miał z zapasie. Smak ich

kładli trupem; potem szybko wycofywali się ku swoim tak, że strzały wrogów, puszczanie na oślep, nie mogły ich dosięgnąć. Powtarzali ten manewr kilka razy, a zdarzyło się, że strzały sypnęły się też między Isengardczyków. Ork biegnący tuż przed Pippinem zachwiał się, padł i nie wstał więcej. Noc nadciągała, lecz jeźdźcy Rohanu

w białawej poświacie: to krążyły czujne patrole. - Czekają przeklętnicy na wschód słońca! - mruknął jeden z wartujących przy hobbitach orków. - Dlaczego nie próbujemy przebić się zwartą kupą? Co ten Ugluk sobie myśli, chciałbym wiedzieć. - Pewnie, że byś chciał - zadrwił Ugluk wysuwając się nagle zza jego pleców. - Może