Władca

Legolas

GotLink.pl

w białawej poświacie: to krążyły czujne patrole. - Czekają przeklętnicy na wschód słońca! - mruknął jeden z wartujących przy hobbitach orków. - Dlaczego nie próbujemy przebić się zwartą kupą? Co ten Ugluk sobie myśli, chciałbym wiedzieć. - Pewnie, że byś chciał - zadrwił Ugluk wysuwając się nagle zza jego pleców. - Może

że od dawna mam ręce wolne. Te sznury zostawiłem tylko dla niepoznaki. Najpierw jednak warto by przekąsić trochę lembasa. Zsunął z napięstków więzy i wyciągnął z kieszeni paczuszkę. Suchary były pokruszone, lecz dobrze zachowane w opakowaniu z liści. Zjedli po dwa lembasy z trzech, które każdy miał z zapasie. Smak ich

droga zdawała się wolna, ledwie jedno ognisko błyszczało wśród nocy. Po kilkunastu krokach zatrzymał się, rozejrzał, posłuchał. Nic nie wypatrzył ani nie usłyszał. Pochylony skradał się dalej. Z uchem przy ziemi, znowu nasłuchiwał chwilę. Wreszcie podniósł się i zaryzykował szyki skok naprzód. Ale w tym samym momencie tuż przed nim zamajaczyła

- Ty, Lugduszu, dobierz sobie dwóch kompanów i we trzech strażujcie przy jeńcach. Nie uśmiercać ich, chyba że ci podli Białoskórzy nas zmiażdżą do cna. Zrozumiano? Póki ja żyję, oba niziołki są mi potrzebne. Ale nie pozwólcie im krzyczeć ani też nie dopuśćcie, żeby ich tamci odbili. Spętać jeńcom nogi. Rozkaz

ale żaden wojownik Rohanu nie pokazał się na tle światła i orkowie mierząc w płomienie zmarnowali mnóstwo strzał, aż wreszcie Ugluk zabronił im tych daremnych prób. Od placówek Rohirrimów nie dochodził najlżejszy bodaj szmer. Później, kiedy księżyc wypłynął spośród mgieł, można było od czasu do czasu dostrzec nikłe cienie przemykające

ci się zdaje, że ja w ogóle nie myślę, co? Łajdaku! Nie lepszyś od reszty hołoty, od tych niedojdów z północy i od małp z Lugburza. czy z takim motłochem można próbować natarcia? Zwialiby tchórze z miejsca, a na równinie Białoskórzy, których jest wielka siła, roznieśliby nas po prostu na

Noc miała się już bowiem ku końcowi. Na wschodzie bezchmurne niebo zaczynało blednąć. - Musimy się skryć - powiedział Pippin - żeby nas nie wypatrzyli. Niewiele nam pomoże, jeżeli ci dzielni wojacy po naszej śmierci odkryją, że nie jesteśmy orkami! - Wstał, tupnął parę razy. - Powrozy pokaleczyły mi skórę, ostre

w tym momencie brutalny kopniak powiadomił Pippina, że gwar w obozowisku ucichł i że wartownicy znów czuwają nad jeńcami. Noc była zimna i cicha. Wokół wzgórza, na którym skupili się orkowie, rozbłysły ze wszystkich stron małe, złotoczerwone w ciemnościach ogniska; tworzyły zamknięty krąg. Znajdowały się w zasięgu dobrego strzału z łuku,

oddział orków spróbował przebić się do lasu. Tylko trzech z nich ocalało i wróciło do bandy. - Otośmy się urządzili! - rzekł szyderczo Grisznak. - Dziękujemy wspaniałemu dowódcy. Mam nadzieję, że wielki Ugluk teraz wyprowadzi nas z tych sideł. - Zrzuć niziołków na ziemię! - rozkazał Ugluk nie zważając na słowa Grisznaka.