Władca

Legolas

GotLink.pl

nie stawali do bitwy. Wielu orków poległo, zostało ich jednak jeszcze co najmniej dwie setki. O zmroku banda dotarła do pagórka. Skraj lasu był bardzo blisko, nie dalej chyba niż o pół mili, ale orkowie nie mogli już posuwać się naprzód. Pierścień jeźdźców zamknął się wokół nich. Wbrew rozkazowi Ugluka

kopytach. Jedno tylko trzeba tym niedojdom z północy przyznać: widzą po ciemku niczym dzikie koty. Ale słyszałem, że Białoskórzy mają nocą też wzrok bystrzejszy niż inni ludzie. Nie zapominaj przy tym o ich koniach! Te zwierzaki podobno dostrzegają nawet drżenie powietrza w ciemnościach. A jednak nie wszystko wiedzą szlachetni wojacy:

wzgórza zaalarmował oblężonych. Kilku ludzi podjechało cichcem i, zostawiwszy konie na dole, zakradło się na skraj obozowiska, położyło trupem kilku orków i umknęło bezkarnie. Ugluk skoczył w tę stronę, by uśmierzyć panikę. Pippin i Merry dźwignęli się z ziemi. Isengardczycy, którzy ich pilnowali, pobiegli za Uglukiem. Lecz jeśli nawet hobbitom błysnęła

po krzyżu. - No, malcy - szepnął łagodnie Grisznak. - Jak wam się spało? Przyjemnie? Czy nie bardzo? Trochę może niewygodny nocleg: między szablami i nahajami z jednej strony a lasem brzydkich włóczni z drugiej. Mały ludek nie powinien się mieszać do spraw, które są większe od niego. Mówiąc to przebierał wciąż

kładli trupem; potem szybko wycofywali się ku swoim tak, że strzały wrogów, puszczanie na oślep, nie mogły ich dosięgnąć. Powtarzali ten manewr kilka razy, a zdarzyło się, że strzały sypnęły się też między Isengardczyków. Ork biegnący tuż przed Pippinem zachwiał się, padł i nie wstał więcej. Noc nadciągała, lecz jeźdźcy Rohanu

po krzyżu. - No, malcy - szepnął łagodnie Grisznak. - Jak wam się spało? Przyjemnie? Czy nie bardzo? Trochę może niewygodny nocleg: między szablami i nahajami z jednej strony a lasem brzydkich włóczni z drugiej. Mały ludek nie powinien się mieszać do spraw, które są większe od niego. Mówiąc to przebierał wciąż

nie wiedzieć. Napijmy się wody, żeby spłukać tamto wspomnienie. - Nie tutaj - odparł Pippin. - Tu brzeg jest za wysoki. W drogę! Powędrowali z wolna, ramię przy ramieniu, wzdłuż rzeki. Za nimi niebo na wschodzie z każdą chwilą bardziej się rozjaśniało. Idąc wymieniali wspomnienia i, zwyczajem hobbitów, mówili żartobliwie o wszystkim,

kładli trupem; potem szybko wycofywali się ku swoim tak, że strzały wrogów, puszczanie na oślep, nie mogły ich dosięgnąć. Powtarzali ten manewr kilka razy, a zdarzyło się, że strzały sypnęły się też między Isengardczyków. Ork biegnący tuż przed Pippinem zachwiał się, padł i nie wstał więcej. Noc nadciągała, lecz jeźdźcy Rohanu

w białawej poświacie: to krążyły czujne patrole. - Czekają przeklętnicy na wschód słońca! - mruknął jeden z wartujących przy hobbitach orków. - Dlaczego nie próbujemy przebić się zwartą kupą? Co ten Ugluk sobie myśli, chciałbym wiedzieć. - Pewnie, że byś chciał - zadrwił Ugluk wysuwając się nagle zza jego pleców. - Może