Władca

Legolas

GotLink.pl

- Ty, Lugduszu, dobierz sobie dwóch kompanów i we trzech strażujcie przy jeńcach. Nie uśmiercać ich, chyba że ci podli Białoskórzy nas zmiażdżą do cna. Zrozumiano? Póki ja żyję, oba niziołki są mi potrzebne. Ale nie pozwólcie im krzyczeć ani też nie dopuśćcie, żeby ich tamci odbili. Spętać jeńcom nogi. Rozkaz

- Ty, Lugduszu, dobierz sobie dwóch kompanów i we trzech strażujcie przy jeńcach. Nie uśmiercać ich, chyba że ci podli Białoskórzy nas zmiażdżą do cna. Zrozumiano? Póki ja żyję, oba niziołki są mi potrzebne. Ale nie pozwólcie im krzyczeć ani też nie dopuśćcie, żeby ich tamci odbili. Spętać jeńcom nogi. Rozkaz

ale żaden wojownik Rohanu nie pokazał się na tle światła i orkowie mierząc w płomienie zmarnowali mnóstwo strzał, aż wreszcie Ugluk zabronił im tych daremnych prób. Od placówek Rohirrimów nie dochodził najlżejszy bodaj szmer. Później, kiedy księżyc wypłynął spośród mgieł, można było od czasu do czasu dostrzec nikłe cienie przemykające

maleńcy. - Być może - odezwał się Merry, który w lot zrozumiał myśl Pippina. - Być może, niebezpieczny nie tylko dla nas. Ale sam wiesz to najlepiej. Chcesz tego czy nie? I co nam za to gotów jesteś dać w zamian? - Czy ja go chcę? Czy chcę? - powiedział Grisznak jakby

wzgórza zaalarmował oblężonych. Kilku ludzi podjechało cichcem i, zostawiwszy konie na dole, zakradło się na skraj obozowiska, położyło trupem kilku orków i umknęło bezkarnie. Ugluk skoczył w tę stronę, by uśmierzyć panikę. Pippin i Merry dźwignęli się z ziemi. Isengardczycy, którzy ich pilnowali, pobiegli za Uglukiem. Lecz jeśli nawet hobbitom błysnęła

niż powrót w sam wir bitwy. Poprowadził przyjaciela pod grube konary drzew. Zdawały się stare jak świat. Gęste, splątane brody mchów i porostów zwisały z nich, kołysane podmuchem wiatru. Schowani w ich cieniu hobbici wyjrzeli na step. Dwie drobne, przyczajone w półmroku figurki wyglądały jak dzieci

że od dawna mam ręce wolne. Te sznury zostawiłem tylko dla niepoznaki. Najpierw jednak warto by przekąsić trochę lembasa. Zsunął z napięstków więzy i wyciągnął z kieszeni paczuszkę. Suchary były pokruszone, lecz dobrze zachowane w opakowaniu z liści. Zjedli po dwa lembasy z trzech, które każdy miał z zapasie. Smak ich

strachu, lecz nie tracąc jasności umysłu zaczął się błyskawicznie zastanawiać, czy nie dałoby się chciwości Grisznaka obrócić na własny pożytek. - Nie sądzę, żebyś tym sposobem coś znalazł - szepnął. - Nie tak to łatwo. - Coś? - spytał Grisznak. Jego palce przestały błądzić po ciele Pippina, zacisnęły się mocno na jego

zawołanie. Przedśmiertny wrzask Grisznaka zaalarmował bandę. Z krzyków i zgiełku, jaki powstał na wzgórzu, hobbici zorientowali się, że orkowie spostrzegli ich zniknięcie. Ugluk zapewne strącał znowu łby z karków swoich podkomendnych. Nagle od strony lasu i gór, spoza kręgu ognisk oblegających obozowisko, na krzyk bandy odpowiedziały głosy orków. A więc