Legolas
GotLink.plolbrzymich drzew uciekając przed nadchodzącym świtem. - Prowadź, mości Brandybucku, naprzód - rzekł Pippin - albo wstecz! Ostrzegano nas przed lasem Fangorn. Zresztą hobbit, który tyle wiedzy połknął, na pewno nie zapomniał również o tej przestrodze. - Nie zapomniałem - odparł Merry - lecz mimo wszystko las jest dla nas mniej groźny
strachu, lecz nie tracąc jasności umysłu zaczął się błyskawicznie zastanawiać, czy nie dałoby się chciwości Grisznaka obrócić na własny pożytek. - Nie sądzę, żebyś tym sposobem coś znalazł - szepnął. - Nie tak to łatwo. - Coś? - spytał Grisznak. Jego palce przestały błądzić po ciele Pippina, zacisnęły się mocno na jego
sylwetka jeźdźca. Koń chrapnął i stanął dęba, człowiek krzyknął. Grisznak przypadł do ziemi, rozpłaszczył się na niej, nakrywając hobbitów własnym ciałem; potem wyciągnął szablę. Niewątpliwie był zdecydowany raczej zabić swoich jeńców niż dopuścić, by uciekli albo zostali odbici. Szabla brzęknęła z cicha i mignął w niej odblask ogniska, palącego się opodal.
ramieniu. - Co takiego? O czym mówisz, mój mały? Przez chwilę Pippin milczał. Potem nagle w ciemnościach dobył z gardła bulgotliwe: glum, glum. - Nic szczególnego, mój skarbie - dodał. Poczuł, jak palce Grisznaka zadrżały. - Aha! - syknął cichutko goblin. - A więc on o tym myśli! Aha! Bardzo, bardzo niebezpieczny pomysł, moi
oddział orków spróbował przebić się do lasu. Tylko trzech z nich ocalało i wróciło do bandy. - Otośmy się urządzili! - rzekł szyderczo Grisznak. - Dziękujemy wspaniałemu dowódcy. Mam nadzieję, że wielki Ugluk teraz wyprowadzi nas z tych sideł. - Zrzuć niziołków na ziemię! - rozkazał Ugluk nie zważając na słowa Grisznaka.
przypomniał hobbitom piękne twarze, śmiechy, posilne jadło, którym cieszyli się tak niedawno, za szczęśliwych dni w Lorien. Przez chwilę siedząc w ciemnościach gryźli suchary w rozmarzeniu, nie zwracając uwagi na krzyki i zgiełk pobliskiej bitwy. Pippin pierwszy ocknął się i wrócił do rzeczywistości. - Trzeba stąd wiać - rzekł. - Ale
gdybym był wolny. - Lembasy! - szepnął Pippin. - Mam jeszcze parę. A ty? Te łotry chyba niczego nam nie zabrały prócz mieczy? - Tak, została mi w kieszeni paczuszka - odparł Merry - ale pewnie zmielona na kaszę. Zresztą i tak nie sięgnę gębą do kieszeni. - Bo nie będziesz musiał. Ja... Lecz
kładli trupem; potem szybko wycofywali się ku swoim tak, że strzały wrogów, puszczanie na oślep, nie mogły ich dosięgnąć. Powtarzali ten manewr kilka razy, a zdarzyło się, że strzały sypnęły się też między Isengardczyków. Ork biegnący tuż przed Pippinem zachwiał się, padł i nie wstał więcej. Noc nadciągała, lecz jeźdźcy Rohanu
w białawej poświacie: to krążyły czujne patrole. - Czekają przeklętnicy na wschód słońca! - mruknął jeden z wartujących przy hobbitach orków. - Dlaczego nie próbujemy przebić się zwartą kupą? Co ten Ugluk sobie myśli, chciałbym wiedzieć. - Pewnie, że byś chciał - zadrwił Ugluk wysuwając się nagle zza jego pleców. - Może